Wywiad z Ebim 
środa, 23 sierpnia 2006 13:27 

W poprzednim sezonie był Pan podstawowym piłkarzem Borussii. W tym sezonie jest Pan rezerwowym.
I dlatego żadnego meczu nie wygraliśmy. W takim klubie jak Borussia trudno jest znaleźć się w jedenastce. Do zespołu przyszli nowi zawodnicy. Trener postanowił sprawdzić inne ustawienie. Powiedział jednak, żebym się nie martwił, bo mój czas nadejdzie.

Ostatnio pojawiły się informacje, że jest Panem zainteresowany FC Zurich.
Nie słyszałem o tym. Podpisałem bardzo dobry kontrakt do 2009 roku. Jestem zadowolony z pobytu w Dortmundzie.

W kadrze zespołu jest mający polskie korzenie Sebastian Tyrała.
W sobotnim meczu z Mainz po raz pierwszy znalazł się w kadrze na mecz. Na razie siedział na ławce, ale on ma dopiero 18 lat. Trochę uczę go mówić po polsku. Tyrała! Jaki mamy dziś dzień? Jak odpowie po polsku, np. poniedziałek, to dopiero może wejść do szatni. To bardzo dobry chłopak. Bardzo chce zagrać w reprezentacji Polski.

Jak Pan ocenia nowego trenera kadry Leo Beenhakkera?
Przed spotkaniem było dobrze, później już mniej. Zagraliśmy zupełnie innym systemem niż za kadencji trenera Janasa. Eksperymenty zawsze są trudne. Dzięki temu trener zebrał sporo informacji. W następnych spotkaniach będzie lepiej.

Pan znał go już wcześniej. Prowadził Feyenoord, którego był Pan zawodnikiem.
Tak dobrze go nie znałem. Raz w zimie wziął mnie do składu, jak jeszcze grałem w juniorach, a poza tym nie miałem z nim kontaktu.

Żródłó:Życie Warszawy

komentarze (2) | dodaj komentarz
Wywiad z Ebim 
sobota, 05 sierpnia 2006 0:00 


Dziś dodajemy na blooga wywiad z Ebim i Włodzimierzem Smolarkiem, przeprowadzony przez dziennikarzy "Gali" przed mundialem.

Zagraj ze mną, synu

To największe marzenie każdego ojca - by syn poszedł w jego ślady. Tak jak w rodzinie Smolarków. Włodzimierz, filar reprezentacji Polski lat 80., ma następcę. Jego syn Euzebiusz, okrzyknięty wielkim piłkarskim talentem, zagra na mistrzostwach świata.
Smolarkowie to w piłkarskim światku nazwisko firma, zwłaszcza w Holandii, gdzie mieszkają. Włodzimierz zagrał na dwóch mundialach, dziś jest trenerem. Uwielbiany niegdyś przez kibiców za waleczność i zadziorność. Te cechy Euzebiusz, czyli Ebi, z pewnością po nim odziedziczył. Teraz na mistrzostwach świata będzie chciał udowodnić ojcu, że nie jest od niego gorszy. I ma na to dużą szansę.

GALA: W czym jesteście do siebie podobni? 
WŁODZIMIERZ SMOLAREK: Obaj mamy krzywe nogi.

GALA: Różnice? 
EUZEBIUSZ SMOLAREK: Ja jestem ładniejszy! (śmiech). Urodę mam zdecydowanie po mamie.
WŁODZIMIERZ: Narcyz się obudził! Albo tulipanek, bo przecież w Holandii się wychował.

GALA: A charakterologicznie?
EBI: Ja jestem bardziej impulsywny. Jak mnie coś denerwuje, walę prosto z mostu. Kiedyś powiedziałem kilka mocnych słów trenerowi Gullitowi, kiedy sadzał mnie na ławce rezerwowych, i musiałem odejść z Feyenoordu.
WŁODZIMIERZ: Ja nawet jeśli jestem mocno wkurzony, staram się tego nie okazywać.
EBI: Mnie najbardziej irytuje, kiedy jestem obrażany przez media.

GALA: Niemiecki dziennik "Bild" nazwał cię kiedyś "hash-bomberem", co nawiązywało do podejrzeń o to, że paliłeś marihuanę. 
EBI: To nie było najgorsze. Innym razem napisali, że nie chciałem dać autografu niepełnosprawnemu kibicowi. Co, oczywiście, było nieprawdą
 GALA: A jak to było z marihuaną. Paliłeś czy nie?
EBI: To była dziwna historia. Kiedy cztery lata temu złapałem kontuzję, zrobiono mi test, z którego nic konkretnego nie wynikało, ale uznali, że to marihuana. Ale nikt mi nie udowodnił, że sam paliłem. Mogłem równie dobrze być biernym palaczem, o co w Holandii nietrudno. Gdyby ktoś mi udowodnił zażywanie marihuany, byłbym zdyskwalifikowany na rok. Mnie symbolicznie zawieszono na dwa mecze.

GALA: A pan, panie Włodzimierzu, jak zareagował na tę aferę?
WŁODZIMIERZ: Spokojnie sobie z Ebim porozmawialiśmy. Zastanowiliśmy się, skąd to się mogło wziąć. W końcu stwierdziliśmy, że zawinił makowiec, który przywiozłem z Polski.

GALA: Podobno mówi pan synowi, że jak osiągnie tyle co pan, czyli dwa razy zagra na mundialu, 60 razy w reprezentacji i strzeli tyle goli w dobrych klubach co pan, to będziecie mogli poważnie porozmawiać.
WŁODZIMIERZ: Nie, nie. To przesada. Po prostu kiedy widzę, że Ebi się nie przykłada, mówię mu to. Potrafimy sobie pewne rzeczy wyjaśnić. Kiedy miał 15 czy 16 lat i trzeba go było pilnować, musiałem mu parę mocnych słów powiedzieć. Żeby dorósł jako człowiek i jako piłkarz. Teraz na szczęście jest już dojrzałym facetem i nie muszę go strofować. Możemy sobie spokojnie porozmawiać.

GALA: Miał pan wrażenie, że syn może roztrwonić talent?
WŁODZIMIERZ: O to właśnie chodziło.
EBI: E tam. Do szkoły po prostu nie chciało mi się chodzić...
WŁODZIMIERZ: Można powiedzieć, że to rodzinna tradycja. Mnie też się nie chciało uczyć. Ebi to piłkarski charakter. Zadziorny typ. Piłkarze zawsze tacy są, niepokorni, niegrzeczni.
EBI: Aż tak bardzo nie wagarowałem. Kiedy trzeba, byłem w szkole. A jak miałem treningi, trenowałem. Nie lekceważyłem szkoły, bo jak masz kilkanaście lat, nie wiesz, czy uda ci się zrobić karierę w piłce. Może cię złapać jakaś kontuzja, tak jak to się stało z moim bratem. I co? Jak nie masz wykształcenia, nie znajdziesz w Holandii dobrej pracy. Bardzo chciałem skończyć szkołę i ją skończyłem. A potem dostałem kontrakt w Feyenoordzie i nie miałem czasu dalej się uczyć
 GALA: Ebi, urodziłeś się w Polsce. W jakim wieku wyjechałeś z rodzicami za granicę?
EBI: Miałem pięć lat, gdy tata dostał pracę w Niemczech (Włodzimierz Smolarek grał w klubie Eintracht Frankfurt - przyp. red.). Dwa lata później przenieśliśmy się do Holandii.

GALA: Masz podwójne obywatelstwo. Myślałeś o tym, żeby grać w reprezentacji Holandii?
EBI: W wieku szesnastu lat musiałem zdecydować, czy chcę grać dla Holandii, czy dla Polski. Uznałem, że większe szanse mam w Polsce. Poza tym cały czas czuję się Polakiem.

GALA: Trudno byłoby ci na nowo przyzwyczaić się do życia w Polsce?
EBI: Ciężko powiedzieć. Moi rodzice na stałe mieszkają w Holandii, tam mam kolegów, znajomych... Ale Polska mi się bardzo podoba.

GALA: A pan, panie Włodzimierzu, czuje się już mentalnie związany z Holandią?
WŁODZIMIERZ: Na pewno. Przejąłem od nich dużo przyzwyczajeń. Na przykład punktualność. W Holandii, jeśli jesteś z kimś umówiony na konkretną godzinę, możesz być pewien, że on przyjdzie nawet dziesięć minut wcześniej. A Polacy? Prawie zawsze się spóźniają. Mamy duże problemy z dyscypliną. W drużynach piłkarskich często panuje bałagan. W Holandii byłoby niedopuszczalne, żeby piłkarze podważali decyzje trenera.

GALA: Pan myśli czasem o powrocie do Polski?
WŁODZIMIERZ: Myślałem o tym, żeby zająć się trenowaniem drużyny olimpijskiej, ale przegrałem konkurs, więc na razie muszę o tym zapomnieć.

GALA: Ebi, zawsze chciałeś zostać piłkarzem?
EBI: Od dziecka uwielbiałem grać w piłkę. To była moja największa pasja.

GALA: Inspirowało cię, że ojciec zdobywa gole dla reprezentacji?
EBI: Oczywiście obserwowałem tatę w czasach, kiedy jeszcze grał w Utrechcie i Feyenoordzie. W związku z tym cały czas byłem synem "tego" Smolarka. Musiałem wciąż udowadniać, że jestem dobry. Na dobre mi to wyszło, bo więcej trenowałem i czegoś się nauczyłem. Choć wszyscy mi mówili, że gram inaczej niż tata. I to prawda. On jest sobą i ja jestem sobą. Zresztą teraz gra się całkiem inną piłkę. Futbol jest dużo szybszy.

GALA: Możesz powiedzieć, że ojciec był twoim największym piłkarskim idolem?
EBI: Idolem to był Maradona. Zresztą byłoby dziwne, gdybym w pokoju wieszał plakat z własnym ojcem. Ale oczywiście bardzo cenię to, co tata zrobił. Wprawdzie nie pamiętam go z meczów na żywo, ale oglądałem jego akcje na filmach. Był świetny.
 GALA: Jakim ojcem jest Włodzimierz Smolarek? Surowym czy liberalnym?
EBI: Nie, nie jest surowy. Kiedy miałem 15-16 lat i wszystko wiedziałem lepiej, ojciec musiał trochę popracować nad moim wychowaniem. Ale to chyba nic dziwnego - wielu ojców ma w tym wieku problemy z dziećmi. Nigdy też nie namawiał mnie, żebym został piłkarzem. Nigdy nie musiał mi przypominać o treningach. W domu nie było przymusu. A mimo to i ja, i mój brat chcieliśmy grać.

GALA: Pan od razu wiedział, który z synów jest zdolniejszy?
WŁODZIMIERZ: Obaj mieli talent i pociąg do piłki. Starszy na początku był chyba nawet nieco lepszy od Ebiego. Był szybszy. Miał dużą szansę, by przebić się do zawodowej drużyny Feyenoordu, ale jeszcze jako nastolatek szybko złamał kość piszczelową. Kiedy okazało się, że czeka go rok przerwy, zrezygnował. Skończył świetną szkołę sportową i teraz zarabia na życie lekcjami gry w tenisa.

GALA: Myśli pan, że Ebi jest w stanie osiągnąć w futbolu tyle co pan?
WŁODZIMIERZ: To zależy, z kim przyjdzie mu grać. Ja, odnosząc sukcesy, miałem za sobą świetne drużyny. Bo nie ma tak, że ktoś w piłce może osiągnąć coś całkiem indywidualnie. Musi być kolektyw. Bez tego nic się nie zdziała.

GALA: Ty, Ebi, sądzisz, że masz na to szansę?
EBI: W lidze niemieckiej już strzeliłem więcej bramek od ojca (śmiech). A czy będę strzelał bramki na mundialu? To nie ma znaczenia. Ważne, żeby drużyna wygrywała. Tata miał w życiu taką sytuację - w 1986 roku strzelił jedyną bramkę dla Polski w mistrzostwach świata w meczu z Portugalią, ale drużyna szybko odpadła. Taki gol nie cieszy.

GALA: W tym roku mija 20 lat od mundialowej bramki Włodzimierza Smolarka w meczu z Portugalią. Jest szansa, by syn uczcił to w Niemczech?
WŁODZIMIERZ: Byłoby miło. Ale nie ma co rozpamiętywać tego, co było. Wszyscy mówią, że mamy łatwą grupę. Przypominam, że cztery lata temu też tak mówiono i jak się to skończyło? Jasne jest dla mnie, że dwa mecze, z Ekwadorem i Kostaryką, trzeba wygrać, a z Niemcami próbować zremisować. Drugie miejsce w grupie też nie jest złe. Bo w drugiej rundzie nie ma większego znaczenia, czy trafimy na Anglików, czy na Szwedów
 GALA: Ebi, ta drużyna jest wystarczająco skoncentrowana na celu, jakim jest mundial?
EBI: Tak. Tym ludziom naprawdę zależy na wyniku, bo może już nigdy nie będą mieć tak wielkiej szansy na zaistnienie. To niesamowita impreza. Grasz dla tysięcy ludzi, cały świat na ciebie patrzy.

GALA: To wiąże się z wielką presją. Uważasz, że drużyna Janasa jest na to przygotowana?
EBI: Ja regularnie gram w Dortmundzie dla 80 tysięcy i gra dla takiej publiczności nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Trzeba myśleć tylko o tym, by jak najlepiej wykonać to, co się umie. A w tej drużynie są ludzie, którzy naprawdę potrafią grać.

GALA: Mundialowej reprezentacji sprzed czterech lat zarzucano, że za bardzo skupiała się na zarabianiu zamiast na grze. Teraz wielu naszych piłkarzy znów występuje w reklamach...
EBI: Ja np. reklamuję Samsunga. W ich reklamach występują też żony niemieckich piłkarzy. Ale przed mundialem liczy się tylko piłka.

GALA: Ty na razie o żonie nie myślisz?
EBI: Nigdy nie wiadomo, ale na razie stawiam na karierę. Mam dość bogate życie osobiste, ale na stałe jeszcze nie chcę się wiązać. Mieszkam sam. A jak poczuję się samotny, wracam do mamy.

GALA: Ale mama mieszka przecież w Holandii, a ty w Dortmundzie.
EBI: Jak się rozpędzę swoim porsche, to w dwie godziny jestem u niej.

GALA: Panie Włodzimierzu, która z bramek syna podoba się panu najbardziej?
WŁODZIMIERZ: Bardzo ładna była bramka, którą strzelił piętą Ekwadorowi. I bardzo sprytna.

GALA: Spryt Ebi odziedziczył chyba po panu?
WŁODZIMIERZ: Może. Na pewno szkółka Feyenoordu bardzo mu pomogła. W Holandii jest specjalne określenie na piłkarza, który zawsze umie znaleźć się tam, gdzie jest piłka. O mnie też mówiono, że mam nosa do goli.
EBI: Trudno powiedzieć, czy mam to po nim, ale gdy byłem młodszy, tata często doradzał mi, jak się ustawiać przed bramką. To przydaje się dziś.

GALA: A która bramka ojca była najładniejsza?
EBI: Sporo ich było, a nie wszystkie widziałem...
WŁODZIMIERZ: Sam mogę odpowiedzieć. Najładniejszego gola strzeliłem w Lipsku, w meczu z NRD. Chodzi mi o gola na 2:0. To zadecydowało o naszym awansie na mistrzostwa świata w Hiszpanii w 1982 roku.

GALA: Co będzie sukcesem reprezentacji Polski na mundialu?
WŁODZIMIERZ: Jak wyjdziemy z grupy.
EBI: Jak wygramy pierwszy mecz, to uznam, że jest dobrze. Co będzie potem? Zobaczymy. Mam taką zasadę, że skupiam się na najbliższym celu.

komentarze (2) | dodaj komentarz
Ebi musi poszukać nowego klubu?? 
wtorek, 01 sierpnia 2006 9:58 
Ebi Smolarek daje sobie czas do Bożego Narodzenia. Jeśli nie wywalczy miejsca w ataku Borussii Dortmund, w styczniowym oknie transferowym poszuka sobie nowego klubu - napisał tygodnik "Kicker".
W wyniku ofensywy transferowej Borussia Dortmund ma już w kadrze siedmiu napastników. Za Czecha Jana Kollera przyszli m.in. Paragwajczyk Nelson Haedo Valdez z Werderu Brema i król strzelców ligi francuskiej, Szwajcar Alexander Frei (20 goli dla Stade Rennes). Klub zapłacił za nich w sumie 8,5 mln euro. To oni mają być czołowymi kanonierami Borussii w nowym sezonie - twierdzi "Kicker". - Smolarek, mimo że w poprzednim sezonie zdobył 13 goli, musi się liczyć z ławką rezerwowych, przynajmniej na początku. A w składzie są jeszcze napastnik reprezentacji Ghany i uczestnik mundialu Matthew Amoah, Niemiec Abdenour Amachaibou, Delron Buckley i Kosi Saka z Kongo.

Dwa tygodnie przed rozpoczęciem Bundesligi, w sobotnim meczu sparingowym z Ajaksem Amsterdam, to właśnie Valdez z Freiem wyszli na boisko w pierwszym składzie. Napastnik reprezentacji Polski wszedł na boisko dopiero w 59. minucie. - W wielkich drużynach silna konkurencja to normalna rzecz. Każdy piłkarz musi się liczyć z rywalizacją o miejsce w składzie - mówi Smolarek. Dodaje jednak, że wystarczająco długo nasiedział się na ławce rezerwowych Feyenoordu Rotterdam, by przeżywać to samo w Dortmundzie. - Powrót na ławkę byłby wielkim rozczarowaniem. Wystarczy mi jednego rozczarowania na rok, a tym był już występ Polski na mistrzostwach świata - mówi Ebi. 

Równie silną konkurencję co w ataku Smolarek ma również i na prawym skrzydle (występuje na tej pozycji w reprezentacji Polski), gdyby chciał go tam wystawiać trener Bert van Marwijk. Gra tam bowiem David Odonkor, jeden z najszybszych piłkarzy świata, który zebrał świetne recenzje za występy w reprezentacji Niemiec na mundialu (to po jego podaniu padł gol w meczu z Polską) i stał się idolem wielu niemieckich kibiców.

Smolarek nie ma jednak zamiaru oddawać miejsca w składzie bez walki i odchodzić z klubu natychmiast, zwłaszcza że niedawno przedłużył kontrakt do 2009 r. Chce dać sobie czas do świąt Bożego Narodzenia i jeśli sytuacja będzie wyglądać tak jak teraz, wówczas poprosi o zgodę na transfer - napisał "Kicker", który nazywa Polaka "pierwszą prominentną ofiarą ofensywy transferowej Borussii".
Źródło: "Gazeta Wyborcza"